Polscy 15-latkowie nadal wysoko w Europie. Ale coraz więcej z nich ma problem z rozumieniem tekstu
Można dziś napisać dwa prawdziwe nagłówki. Pierwszy: polscy piętnastolatkowie są w europejskiej czołówce w zakresie umiejętności rozumienia czytanego tekstu. Drugi: ich wynik wrócił w okolice poziomu sprzed 25 lat, a co czwarty nie osiąga podstawowego poziomu biegłości. Dopiero razem te dwa zdania mówią, co naprawdę pokazuje PISA 2025
„Polska w czołówce” to tylko połowa wiadomości
482 punkty. Taki jest najnowszy wynik Polski w rozumieniu czytanego tekstu. Średnia UE wynosi 451 punktów, a OECD 461. W Unii istotnie wyżej są tylko Irlandia i Estonia. Brzmi jak powód do oddechu – szczególnie w dniu, w którym z wielu krajów płyną informacje o dalszych spadkach.
Tyle że ranking odpowiada na pytanie: „jak wypadamy na tle innych?”. Nie odpowiada na znacznie ważniejsze: „co stało się z umiejętnościami polskich nastolatków?”. A tu obraz jest mniej wygodny. W 2018 roku Polska miała 512 punktów, w 2022 – 489, dziś 482. Różnica między 2022 a 2025 rokiem nie jest statystycznie istotna, więc nie ma podstaw, by ogłaszać kolejny polski spadek. Ale nie ma też odbicia. Po tąpnięciu z poprzedniej edycji zostaliśmy na niższym poziomie.
I nie jest to wyłącznie polska historia. Średnia dla porównywalnej grupy krajów UE spadła z 481 punktów w 2018 roku do 469 w 2022 i 452 w 2025. Polska jest więc wysoko także dlatego, że europejskie czytanie osuwa się jeszcze szybciej. To ważna różnica między „mamy dobry wynik” a „mamy wynik lepszy od innych”.
Co czwarty nastolatek zatrzymuje się przed podstawowym progiem
Najbardziej niepokojąca liczba nie ma jednak trzech cyfr. Ma dwie: 24%. Taki odsetek polskich piętnastolatków znajduje się poniżej poziomu 2 w czytaniu. W praktyce mówimy o uczniach, którzy mają trudność z pełnym zrozumieniem niezbyt skomplikowanego tekstu i wykorzystaniem zawartych w nim informacji. W 2012 roku było ich 10%, w 2018 – 15%, w 2022 – 22%, a dziś 24%.
Publicystycznie kusi, żeby nazwać tę grupę „funkcjonalnymi analfabetami”. Nie robiłabym tego. PISA ani IBE nie używają takiej kategorii, a próg poziomu 2 nie jest testem analfabetyzmu funkcjonalnego. To mocne określenie zaciemniałoby zamiast wyjaśniać. Znacznie bardziej wymowne jest to, co dane mówią bez etykiety: co czwarty piętnastolatek nie osiąga poziomu biegłości, który PISA uznaje za podstawowy.
Na tle UE nadal wyglądamy dobrze – średnia unijna to aż 34%. Tylko Irlandia i Estonia mają wyraźnie mniejszy udział uczniów poniżej tego progu. Ale właśnie to porównanie pokazuje skalę europejskiego problemu: unijnym celem było zejście poniżej 15%. W 2025 roku nie udało się to żadnemu państwu UE.
Czytanie ma też płeć - i chłopcy tracą więcej
Drugi sygnał ostrzegawczy dotyczy chłopców. W Polsce dziewczęta uzyskały średnio 500 punktów, chłopcy 463. Różnica 37 punktów jest duża, choć nie wyjątkowa na tle UE: we wszystkich państwach Unii dziewczęta wypadają lepiej, a luka waha się od 19 punktów w Irlandii do 52 w Słowenii.
Najważniejsza jest jednak zmiana od poprzedniej edycji. Wynik dziewcząt praktycznie się nie zmienił: 503 punkty w 2022 roku i 500 obecnie. U chłopców spadł z 475 do 463 punktów – i ten spadek jest istotny statystycznie. Poniżej poziomu 2 znajduje się 18% dziewcząt i aż 30% chłopców. Niemal co trzeci piętnastoletni chłopiec nie osiąga więc podstawowego progu biegłości w rozumieniu tekstu.
To jest temat na osobną rozmowę, bo sam test PISA nie odpowiada na pytanie „dlaczego?”. Trzeba go zestawić z tym, co wiemy o czytaniu dla przyjemności, wyborach lekturowych i wcześniejszych różnicach między dziewczętami i chłopcami. Ale już dzisiejszy wynik mówi jedno: jeśli chcemy myśleć o odbudowie czytania, nie możemy traktować piętnastolatków jako jednej, jednolitej grupy.
A może problemem jest także nasza uwaga?
Raport podsuwa jeszcze jeden trop, który trudno zignorować. Międzynarodowe analizy przywoływane przez autorów PISA pokazują, że uczniowie coraz częściej mają trudność z zadaniami wymagającymi dłuższego skupienia i większego wysiłku, a częściej niż wcześniej udzielają odpowiedzi bez większego namysłu. To nie jest dowód na prostą tezę, że smartfony „psują czytanie”. PISA nie pozwala na taki wniosek. Ale zwraca uwagę na coś szerszego: czytanie ze zrozumieniem zależy nie tylko od technicznej umiejętności odczytania słów, lecz także od tego, czy potrafimy zostać z tekstem wystarczająco długo, żeby go zrozumieć, połączyć informacje i zastanowić się nad ich znaczeniem.
To ważne właśnie dziś, kiedy ogromna część naszej codziennej lektury odbywa się w środowisku zaprojektowanym do szybkiego przełączania uwagi. Krótki film, powiadomienie, kolejny link, odpowiedź wygenerowana w kilka sekund. Problem nie polega na tym, że ekran sam w sobie jest wrogiem książki. Bardziej interesujące jest pytanie, jaki rodzaj uwagi ćwiczymy najczęściej: czytanie fragmentaryczne i szybkie czy takie, które wymaga pozostania przy jednym tekście, argumentacji lub historii przez dłuższą chwilę.
Czy w świecie AI czytanie staje się mniej potrzebne? Raczej odwrotnie
Łatwo dziś uznać, że skoro sztuczna inteligencja potrafi streścić artykuł, wyszukać informację i w kilka sekund zaproponować odpowiedź, tradycyjne czytanie zaczyna być kompetencją trochę z innej epoki. Definicja PISA prowadzi jednak do odwrotnego wniosku. Rozumienie tekstu nie oznacza w tym badaniu tylko poprawnego odczytania akapitu. Obejmuje odnajdywanie informacji, rozumienie całości przekazu, ocenę tekstu i refleksję nad nim.
To dokładnie te umiejętności, których potrzebujemy, gdy trzeba sprawdzić, czy źródło jest wiarygodne, porównać dwa sprzeczne argumenty, zauważyć manipulację albo ocenić odpowiedź wygenerowaną przez AI. Im więcej gotowych odpowiedzi otrzymujemy bez własnego wysiłku, tym ważniejsza staje się zdolność rozpoznania, czy odpowiedź ma sens. W tym znaczeniu czytanie ze zrozumieniem nie jest kompetencją zagrożoną przez nową technologię. Jest jedną z kompetencji, które pozwalają z tej technologii korzystać świadomie.
Nie wystarczy być lepszym od Europy
PISA 2025 można więc przeczytać optymistycznie: Polska jest trzecia w unijnej czołówce czytania, a nasze wyniki nie pogorszyły się istotnie od 2022 roku. Można też przeczytać alarmistycznie: jesteśmy blisko wyniku z 2000 roku, a słabych czytelników jest ponad dwa razy więcej niż w 2012.
Obie interpretacje są zbyt proste. Najuczciwszy wniosek jest mniej efektowny, ale ważniejszy: po dużym spadku nie nastąpiło odbicie. Polska zachowała przewagę nad większością Europy, podczas gdy sama Europa pogrąża się w coraz głębszym kryzysie czytania. To, że inni spadają szybciej, nie jest jeszcze sukcesem.
A być może najważniejsze pytanie nie brzmi już: „które miejsce zajęła Polska?”. Brzmi: co trzeba zrobić, żeby dzisiejsi piętnastolatkowie – zwłaszcza ci, którzy zatrzymują się przed podstawowym poziomem biegłości – potrafili nie tylko odczytać tekst, ale wykorzystać go, ocenić i pomyśleć o nim krytycznie. Bo właśnie tak PISA definiuje czytanie. W świecie krótkich komunikatów, stale rozpraszanej uwagi i generatywnej AI ta umiejętność nie staje się mniej potrzebna. Przeciwnie: coraz trudniej będzie bez niej odróżnić informację od szumu, argument od pozoru argumentu i trafną odpowiedź od tej, która tylko brzmi przekonująco.
Żródło danych
Kaźmierczak, J. (red.). (2026). „Gotowi na przyszłość? Umiejętności piętnastolatków w zmieniającym się świecie. Wyniki badania PISA 2025”. IBE PIB, rozdział „Rozumienie czytanego tekstu”.
